• Wpisów:15
  • Średnio co: 99 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 10:59
  • Licznik odwiedzin:5 039 / 1593 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
lovelystoryvioletta
 
otherstoryvioletta
 
Hejka uwielbiam twój blog jest super super super i szkoda że już nie będziesz pisała żadnych opowiadań ale mam nadzieję że zdobędziesz sukces♥♥♥

Blog:
http://otherstoryvioletta.pinger.pl/ ORAZ http://shotyofvioletta.pinger.pl/


Wiki♥
 

 

Miłości trzeba szukać wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni i tygodni. smutku i rozczarowań, tak uważał Diego. A cała nieprzespana noc, to był drobiazg, który od pstryknięcia poświęcił dla ukochanej Fran. Zrobił dla niej coś zwykłego, ale coś co odmieni jej codzienną rutynę. Jak zwykle o poranku miał iść do baru, jednakże dziś było inaczej. Już od 11.00 czekał przed domem Francesci na jej przyjazd. Oparł lewą nogę o drzwiczki wypożyczonego samochodu, może nie był to najnowszy rocznik, ale stwierdził, że mu w zupełności wystarczy… W końcu się doczekał, srebrne volvo zatrzymało się przed samym domem. Wysiadająca czarnowłosa zalotnie poprawiła włosy i bardzo szybko zamknęła samochód. Nie zauważyła nawet Diego stojącego z wielkim bukietem:
-Przepraszam, Francesco Resto?- skierował się do Włoszki. Ta natychmiast odwróciła się i ze zdziwieniem zerknęła raz na Diego, a kolejnym razem na prezenty.
-Tak…- szepnęła po chwili.
-Mam dla pani przesyłkę, wręczył jej pięknie zdobione kwiaty i starannie zapakowane małe pudełko.
-Dla mnie?- chłopak tylko przytaknął.-Jakie piękne! Od kogo?
-Nie mogę powiedzieć, od tajemniczego wielbiciela.- odgrywał role kuriera, jak najbardziej umiał. Nie sprawiło mu to zbyt wielkiej trudności, od dziecka kochał występować i marzył, by grać w musicalach.
-Kto to jest Fran?- z domu wyszedł jej tata. Nie wiedział, co wymyślił Diego, więc wolał się upewnić, czy wszystko w porządku.
-Nie wiem nie znam go, ale…- uśmiechnęła się zalotnie do „nieznajomego”, poczym szybko ominęła i skierowała w stronę Sebastiana. Uniosła brew..- popatrz! Mam tajemniczego wielbiciela!
- Co to?- wskazał na pięknie zapakowane pudełeczko.
-Jeszcze nie wiem…- otworzyła kartonik.- O to pamięć USB…
-Co na nim jest?- spojrzał na stojącego dwa metry dalej chłopaka. Był pełen podejrzeń, bardzo bał się o córkę.
-Nie wiem….. ale się dowiem..- zaśmiał się i natychmiast w podskokach weszła do domu. Była pliska podekscytowaniu całą sytuacją. Oczywiście przy okazji, jak co dzień złożyła mamie życzenia. Sebastian natychmiast nieco zdenerwowany podszedł do Diego:
-Właśnie, a to już 200 urodziny..- zażartował.
-Co ty wyprawiasz?
-Chciałem spróbować czegoś innego, jeśli nie wyjdzie zmarnujemy tylko jeden dzień.- szybko wytłumaczył swój „plan”, jego zdaniem był to najlepszy pomysł… Oboje w pośpiechu wpadli do domu, stając za kanapą, na której siedziała Francesca, oglądając film od rzekomego tajemniczego wielbiciela. Całą czwórka obserwowali jej każdy krok, minę, zachowanie…
Film zaczął się czarnym tłem, na którym widniały napisy, co jakiś czas zmieniając się na inne.
„Dzień dobry Francesco! Wszystko będzie dobrze… ale przegapiłaś kilka wydarzeń sprzed ostatnich dwóch lat…”. Na ekranie pojawiły się krótkie filmy i zdjęcia, min z dziedziny sportu, czy świata celebrytów. Fran była oszołomiona, nie rozumiała tego, co właśnie się dzieje, skoro to się wydarzyło, to dlaczego nie pamiętała nic…zupełnie nic! Po kilku minutach pojawił się napis „A nie pamiętasz tego, ponieważ..” w tym momencie pojawiały się zdjęcia z segregatora, wycinki z gazet, jej zdjęcie ze szpitala. Czarnowłosa zaczęła ronić łzy, małe łezki przerodziły się w prawdziwe morze.. Była roztrzęsiona i smutna. Kilka razy spojrzała na rodziców, na brata. Nagle scenerie się zmieniła, na ekranie pojawił się Diego, pokrótce się przedstawił, dziewczyna natychmiast spojrzała w jego stronę. Wytłumaczył jej, jak się poznali, a wraz ze swoim kolegom odegrali ich codzienne spotkanie w barze. Przez łzy lekko się uśmiechnęła, bowiem wyglądało to komicznie. „Wybacz Fran, wiem, że wolałabyś myśleć, że to bzdura, ale ja też bym chciał. Najważniejsze, że wielu ludziom na tobie zależy, tacie, Luce, mamie i przyjaciołom z baru, mi… Kiedy będziesz gotowa chętnie z tobą pogadam i odpowiem na wszystkie pytania. Jesteś kochana. Hola!”, tymi słowami wypowiedzianymi przez przyjaciela, a raczej chłopaka zakończył się filmik. Fran jeszcze kilka razy zerknęła na wszystkich, po jej policzkach poleciały kolejne łzy, serce i żołądek ścisnęły, wybiegła na pomost i oparła się o drewniany pal, wpatrując się w fale.
-Płakała tylko godzinę, nie jest źle. Spotka się z przyjaciółmi, zje lunch, odbuduje swe życie na nowo. Możemy to powtarzać codziennie…- wyjaśnił reszcie swoje zamiary. Spojrzeli na niego trochę niepewnie, pełni złych podejrzeń i scenariuszów.
-Niech sama zdecyduje…- wtrącił Luca. Z tymi słowami po raz pierwszy spokojna już Francesca odwróciła się w stronę Diego, rodziny… Powoli ruszyła w ich stronę.
-A co z ciocią Lucią, w końcu wyszła za swojego chłopaka?- zapytała, by rozluźnić siebie i sytuacje. Jej mama z uśmiechem kiwnęła twierdząco głową i przytuliła mocno córkę. Wraz z Diego poszli na krótki spacer. Chłopak działał na nią inaczej niż wszyscy, nie dołował jej, dawał jej zapomnieć o wszystkim, czułaby jakby znała go od lat, a nie od tych dwóch godzin, czuła do niego coś specjalnego, choć w jej sytuacji może to się wydawać dziwne…


I jak podoba się rozdzialik? Czekam na jakieś fajniutkie opinie. ^^
Mam nadzieję, że rozdział nie jest najgorszy.
A teraz macie pytanka: (*odpowiadajcie*)
Czy Fran zgodzi się na życie, kiedy codziennie będzie zszokowana?
Czy dziewczyna odrzuci Diego?

Oliwia <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 


Tak poważnie czym jest prawda? Kłamstwo zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty… Tylko czemu? Przecież niczemu winna dziewczyna została skrzywdzona, może życie pisząc swoje niebanalne, często krzywdzące historie, miało w tym swój cel. A celem, jakim sobie obrało, było połączenie Francesci i Diego, tak dalekich, nie znających się nigdy, a tak naprawdę oboje oczekiwali na siebie całe kilkanaście lat, oboje potrzebując się nawzajem. Tylko dlaczego, dlaczego zawsze musi być jakiś haczyk?
Właśnie teraz świat Francesca się zatrzymał, siedziała na pomoście, płacząc, obok niej stali Diego, jej rodzice i brat. Cała czwórka kierowała „jakieś słowa” w jej stronę, lecz ona wcale ich nie słuchała. To wszystko było szokujące i przerażające. W głowie miała tysiące pytań, lecz żadnej sensownej odpowiedzi.
-To zdjęcia z wypadku.- Francesca w końcu się otrząsnęła. Zaczęła przeglądać zdjęcia z segregatora, nie przestając ronić łez, były tam wycinki z gazet informujące o „Tragicznym wypadku”, jej zdjęcie ze szpitala i karta… Było tam wszystko.
-Ja czuję bliznę.- dziewczyna dotknęła prawej części głowy.
-Byłaś w szpitalu trzy miesiące.- wtrąciła tym razem mam Sofia gładzą córkę po włosach. Ta z tymi słowami, zakryła twarz dłońmi. Diego nic nie mówiąc stał i nie odstępował jej na krok, nie wiedział, co powiedzieć…
-Musze porozmawiać z lekarzem..- ledwo powiedziała Włoszka.- Niech sam mi to powie.
-Mówił ci i to wiele razy.
-Naprawdę?- odkryła całą czerwoną twarz. Sebastian pokręcił głową.
-Ja ją zawiozę- powiedział do tej pory milczący Diego. Wszyscy momentalnie skierowali wzrok w jego stronę.-Też chcę to usłyszeć…
Jednak i tak, z Fran pojechali wszyscy. Podróż zajęła trochę czasu, gdyż szpital był na drugim końcu Buenos Aires.
-Zabierz to, nie chcę na to patrzeć.- dała w samochodzie album Luce, nie chciała widzieć tych wszystkich przykrych zdjęć. Nie mogła, nie miała na to siły, przynajmniej teraz,
-Wszystko będzie dobrze, Fran..- powiedział siedzący obok niej Hiszpan.
-Nie mów tak do mnie, ledwo cię znam.- burknęła i odwróciła głowę.
-Zna cię bardzo dobrze, właściwie to twój chłopak.- odparł kierujący samochodem ojciec. Francesca zrobiła wielkie oczy, jak to? Nie pamięta swojego chłopak, przecież to niemożli.. no tak teraz wszystko co ją otacza jest niemożliwe. Spojrzała na Diego.
-Wybacz, że nie jestem najprzystojniejszy…- zażartował, aby rozładować nieco napięcie.
-Co jeszcze zdarzyło się od lipca dwa lata temu?- natychmiast starła małą łezkę, wydobywającą się z oka. Po chwili znaleźli się pod szpitalem, szybko wysiedli z samochodu i udali się do recepcji.
-To zdjęcia twoje mózgu, niestety nie widać poprawy. Płat skroniowy został poważnie uszkodzony, z tego powodu w fazie snu ni zapisujesz żadnych informacji w pamięci długotrwałej.- lekarz tłumaczył Fran i Diego, gdy byli już w gabinecie lekarskim. Do obojga zaczęło to powoli docierać. Doktor postanowił pokazać Włoszce innych pacjentów z podobnymi przypadłościami, aby utożsamiła się ze swoją chorobą. Postanowili iść z nią wszyscy, w końcu musiała mieć jakiekolwiek wsparcie. Szła powoli salą, rozglądając się w około, wszyscy obecni otoczeni wolontariuszami zajęli się malowaniem, pisaniem, czy rehabilitacją, prawie każdy głowę owiniętą miał bandażem, byli podobni do niej, każdy czegoś nie pamiętał, był zagubiony, wydawało jej się, że ona ma jednak szczęście… Przecież pamięta swoje dzieciństwo, wspaniałe chwile i nie musi się martwić chorobą.. Lecz czy na pewno miała lepiej?
Cała piątka już po kilku, swoją drogą dłużących się godzinach byli pod domem rodziny Resto, podróż odbyła się w krępującej ciszy, nikt nie miał ochoty się odzywać, a tym bardziej pojęcia co powiedzieć, aby było to odpowiednie do nastałej sytuacji.
-Spieszy ci się?- odezwał się w kierunku Diego, ojciec Fran, kiedy zostali sam na sam oraz z Lucą.
-Nie za bardzo..- szepnął.
-To chodź na małe piwko.- rzucił. Jak powiedział, tak się stało, we trójkę, jak trzech stereotypowo prawdziwych mężczyzn siedzieli na pomoście..- Co ty z tego masz?
-Nie wiem…- po przełknięciu i chwili zastanowienie odrzekł. Nie skłamał, nie znał odpowiedzi na to pytanie, lub była ona nie do przekazania słowami, przynajmniej w taki sposób, który nie każdy by zrozumiał…
-Wiesz… codziennie, kiedy cię spotykała śpiewała przepiękną piosenkę o dwójce zakochanych, to dziwne.. przecież i tak cię zapominała…- wzruszył ramionami Luca, patrząc na fale spowodowane, lekkim wiatrem…
- A więc, może powiedz na jakie studia zdajesz?- przerwał rozmowę Sebastian, dając przy tym ulgę Diego.
-Na pobliską uczelnie muzyczną. Wiem, że może to się wydać absurdalne, ale jak nie wyjdzie w stronę muzyczną, deską ratunku jest psychologia lub prawo, tak życzyliby sobie moi rodzice…
-Ja uważam, że to bardzo dobry pomysł, zawsze warto spróbować, choćby każdy mówił ci, że to z pewnością nie wyjdzie… Na pewno jednak nie będziesz tęsknić za takimi dniami…- w półsłowa ojcu przerwał Luca.
-Wcale nie muszą takie być…- Diego podniósł brew do góry, siadając na jednej ze skrzynek postawionych przez tatę Fran.
-Co masz na myśli?
-Nie mówicie jej tylko, że miała wypadek, ale, że jej życie jest mistyfikacją. To ją najbardziej dobija…
-Taki z ciebie fachowiec?- wtrącił, jak zwykle w złym miejscu i czasie Luca, podpierając jedną nogę o skrzynkę. Siedzącym obok tata, szturchnął go ramieniem.
-Nie, ale można powiedzieć coś więcej, niż: „Dziś cię nie nabraliśmy, bo to rentgen twojej głowy..”… No dobrze, muszę się zbierać, dobranoc…- na znak pożegnanie zasalutował i ruszył przed siebie. Po drodze wziął z samochodu Sebastiana album z wypadku Francesci…
------------
I jak się podoba? Ja nie narzekam : P Jest truszkę dialogów, truszkę opsówki Odpowiadajcie na pytanka :3 i czekam na jakieś rozwinięte komentarzyki. : p
Jak myślicie po co Diegowi była album?
Co miał na myśli inne przekazanie tego Fran?
Czy dziewczyna utożsami się ze swoją chorobą i z tym że ma chłopaka?

Oliwia <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Dzisiaj był piątek, jak zawsze o 10.00 Fran siedziała wraz z Diego „poznając się”, coraz to bardziej. Chłopak miał nadzieję, że z każdym kolejnym dniem, kiedy on wejdzie do baru, ona od razu go rozpozna, wypowie jego imię… Jednak coraz bardziej się zawodził, coraz mniej wystarczała mu tylko i wyłącznie jej obecność. Chciał czegoś więcej, lecz w rzeczywistości była to jego wybujała wyobraźnia i marzenia, które spełnić się nie miały prawa. Wyobraźcie sobie, ile musiał poświęcić czasu każdego dnia, aby w kółko poznawać się z Włoszką, o cierpliwości nie wspominając. Próbował zapomnieć… nie mógł, po prostu nie mógł, przecież nigdy nie stworzy z Francesca zdrowego związku, jak w ogóle będzie miał na to okazje….
Dzisiaj szło mu wyjątkowo gorzej, niż każdego dnia..
-Hej. Oboje jemy sami, więc pomyślałem, że mógłby się dosiąść…- powiedział podpierając rękę o drewniany stół, pryz którym siedziała dziewczyna. Wszystkiemu przyglądała się Lucy stojąca za ladą, pod pozorami zachowywała spokój, lecz w rzeczywistości okropnie martwiła się o Włoszkę.
-Yhm.. Przepraszam, ale mam chłopaka, więc..- szepnęła i ponownie schowała się za czarną okładką.
-Wymyśliłaś sobie chłopaka, żeby mnie spławić…- zaśmiał się, pokręcił głową i przewrócił oczami.
-Nie…- zaprzeczyła, lecz widać było, iż skłamała. Jednak nadal w to brnęła.
-Więc jak mu na imię?- uniósł brew, uśmiechając się łobuzersko.
-Ringo..
-A na nazwisko Starr?- znowu lekko się zaśmiał, przewracając oczami.
-Nie, Gomez..- stanowczo zaprzeczała temu co mówił i sądził.
-Gomez, rozumiem…- prychnął, uderzają bezradnie ręką w stojące obok krzesło.
-O nie!- nagle krzyknęła przerażona, wstając gwałtownie z krzesła i nakładając brązowo, lekko podniszczoną torbę na ramię.
-Yyy przepraszam..- wyszeptał zdziwiony Diego.
-Nie, policjant wypisuje mi mandat!- dopiero teraz wszystko stało się jasne, za oknem stał młody mundurowy, wyglądał na dopiero zatrudnionego, świeżo po studiach, wypisywał coś na karteczce, podpierając ją kraciastą teczką.
-Nie, nie wychodź..- trzymał za ramię, mającą zamiar opusie lokal brunetkę. Jedna ta postawiła na swoim, czym prędzej, wyszła na zewnątrz.
-Chwileczkę!- usłyszał głos dziewczyny stojący za drzwiami Diego.
-Leć!- popchnęła go Lucy i jej mąż, pojawiając się nie wiadomo skąd. Cała trójka stała już obok zdezorientowanej Fran.- Winieta starci ważność dopiero za 21 miesięcy!
-Straciła ważność w maju..- zaprzeczył policjant, wskazując długopisem na srebrne volvo.
-Straci w maju, za dwa lata!
-To nie porozumienie…- wtrącił Diego, lecz z każdą sekundą coraz bardziej rozumiał całą sytuację. Wszystko jasne… Tylko czemu musiała się dowiedzieć w taki sposób?
-Chyba nie…- wzruszył ramionami policjant i wręczył do ręki dziewczyny wypisany mandat.
-Nie zapłacę tego.!- krzyknęła w stronę odjeżdżającego samochodu. Wzięła gazetę od przechodzącego obok pana.- Proszę zobaczyć, mamy… 2012 r…
Tak Włoszka, właśnie zobaczył prawdziwą datę dzisiejszego dnia. Stała sparaliżowana, jej idealny świat nagle się zburzył, wszystko się zburzyło.. Nie rozumiała, nie rozumiała co się stało. Przecież nie mogła nagle znaleźć się w przyszłość, a gazety nie mogły zostać podrobione. W głowie szukała racjonalnego wytłumaczenia, ale owego nie znalazła.
-Wracaj do baru..- całość próbowała zatrzymać Lucy, która wraz z mężem była nie mniej wystraszona, niż czarnowłosa.
-Co?- zapytała z niedowierzaniem Francesca. Pobiegła zobaczyć inny codzienny dziennik, lecz każdy wskazywał na taką samą datę, koniec czerwca 2014 roku. Diego natychmiast pobiegł za skołowaną dziewczyną. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy, nie umiała nic z siebie wydusić. Domyśliła się, że i Diego znał prawdę, ale wolała to usłyszeć od rodziców. Nie wszystko było do końca jasne.. Wsiadła do samochodu, włożyła kluczyki do stacyjki i bez słowa odjechała. Po kilku minutach była już przed rodzinnym domem. Trzasnęła drzwiami samochodu i z hukiem weszła do domu.
-Tato!- wrzasnęła na całym dom.
-Fran, chodźmy, bo zaraz mama przyjdzie…- powiedział nie świadomy, że córka wie o wszystkim. Przerwała mu w półsłowa.
-Tato.. jak mgliście mnie okłamywać, o co tu chodzi? Ja, nic nie rozumiem.-wyjąkała, a coraz to więcej łez lądowało na ziemi. Tak, teraz musiał powiedzieć jej prawdę, nie było innej możliwość, przecież i tak wszystko znów będzie jak dawniej. Sebastian pokazał córce wszystko, gazetę codzienną sprzed dwóch lat, którą był w zwyczaju podkładać jej co dzień, o wypadku i wytłumaczył dzisiejszy incydent z policjantem. Wszystko stało się jasne, a może zbyt jasne jak na jednej dzień? Francesco bezradnie, a zarazem niezwykle szybko wybiegła na pomost, który należał do jej rodziców, znajdowała się za domem, na ich posesji. Pobiegła na sam jego koniec i zaczęła… płakać…
--------------------------------------------------------
Hejka, wiem rozdział znienacka... Ale dziś rano nagle dopadła mnie wena. *>* I prawie mam już 6 rozdział
To zabawne, bo jeszcze wczoraj nie mogłam posklejać słów, a dzisiaj piszę 3 rozdziały. XD
mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, po prostu, jak nie będę miała weny zrobię sb chwilkę przerwy i nie bd pisać posta.... Po to bez sensu...
Ok i jak wam się podoba?
Macie pytanka:
Co zrobi Diego, aby Fran o nim nie zapomniała?
Jak dziewczyna zareaguje na wieść, że Hiszpan ją kocha?

Oliwia...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Robię sobie kilka dniową, tygodniową lub dłuższą przerwę, na pewno wrócę, aczkolwiek brak mi weny. Rozdziały czyta także coraz mniej osób, a mi brak pomysłów. Kiedy coś mnie kopnie w tyłek i napisze kilka rozdzialików, natychmiast wrócę. <3
Z drugiej strony nie wiedziałam, że tak dużo osób polubi te opowiadanka. *.* Jesteście kochani. <3
Jest na pingerze dużo lepszy blogów z opami od moich, więć za dużo nie stracicie...

Ok to do zobaczonka, nw kiedy...



Oliwia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Żeby ciągle nie przynudzać tymi opowiadaniami, mam dla was kilka sond dotyczących losów bohaterów, mini konkursik i zgadywanki..
Chętnych zapraszam do rozwinięcia posta...

Zacznijmy do sond, jak wiecie ktoś stanie na drodze naszej Diecesce... niestety, w zwiastunie, jeżeli jeszcze go pamiętacie, była to Violetta, ale zastanawiam się nad trzema dziewczynami, a więc to wam pozostawiam wybór:


Natomiast druga sonda dotyczy kolejne historii... Uprzedzam, że obecna będzie trwać do ok. 8-10 rozdziału i nadejdzie jej koniec, a mam już następny pomyślik, nieco śmieszny, bez żadnych chorób itp... Którą parę chcecie w nich zobaczyć standardowo Diecesce, a może kogoś zupełnie innego? Wiem, że już o to pytałam, ale nie wszystkie pary pasują do fabuły, więc jeszcze raz:


UWAGA... nawet jeżeli wypadnie na np. Leonetta, Dieletty momenty będą również i na odwrót, ; ))
--------------------------------------------------------------
Kolejne to małe quizy z rozdziału, odpowiadamy w komach, każdy kto dobrze odpowie otrzymuje 5 komków, a pierwsza dwie osoby tełko lub nagłówek z parą lub wybraną osobą, niekoniecznie z Violi. Z góry piszcie w komach co chcecie i z kim.

1. Jakiego autora książkę czytała przy pierwszym spotkaniu Fran?
2. Na jakiej ulicy obecnie, w BA mieszka Diego?
3. Na co chora jest Włoszka? <swoim słowami lub skopiowanym zdaniem z rozdziału>
4. Kto "codziennie' obchodzi urodziny?
5. Gdzie Diego po raz pierwszy spotkał Fran?
6. Francesce wydaje się, że codziennie jest... <konkretny dzień i rok>
7. Kto to jest Luca?
8. O której godzinie Diego przyleciał do Argentyny?
Mam nadzieję, że nie jest trudny i kilka osób zada sobie trud, żeby to rozwiązać... Powodzonka... ; ))

-------------------------------------------------------
Mam dla was również mini konkursik, otóż jeżeli chcecie, abyście wy lub wasza postać wystąpiła w opach, mam mini konkurs...
Na priv, wystarczy, że napiszecie:
Imię:
Nazwisko:
Wygląd: <może być zdjęcie nawet przypadkowej dziewczyny, wystarczy jedno>
Jak poznają się z Fran: <będzie to jej jedyna przyjaciółka>
Skąd pochodzi? <kraj>
Co lubi robić? do wyboru macie< grać na wybranym przez was instrumencie, śpiewać, komponować i pisać piosenki, tańczyć>
Czytasz moje opowiadania?

I to chyba na tyle, nw czy wgl ktoś będzie chciał, ale mam nadzieję.... heheh xd



Wydaje mi się, że to było na tyle... jeżeli macie jakieś pytanka dotyczące mnie lub opów to śmiało pod tym wpisem...
A przy okazji, wiem, że na pingerku jest bardzo dużo telentów, więc może chcielibyście konkursik na OS'a?

Oliwia ♥
  • awatar Gwiazdy Disneya :*: Lara Leoetta 1. Herlena Cobena 2, Aleja 9 lipca 3. Ma problemy z pamięcią. Od wyadku codziennie robi to samo i nie pamięta dnia poprzedniego. 4. Mama Fran 5. w barze 6. 1 lipca 2012 rok 7. Brak bohaterki 8. 8:30
  • awatar GIRA MI CANCION. ♥: Lara Leonetta 1. Harlena Cobena 2. Aleja 9 lipca 3. Włoszka przeżyła wypadek, nic się jej nie stało prócz tego, że jej mózg zapamiętał tylko te wspomnienia co były przed jej wypadkiem. 4.mama Fran. 5. W kawiarence ;) 6. 1 lipca 2012 r. 7. Brat Francesci. 8. 8:30 ;)
  • awatar Supercreativa o muy apasionada .♥: Co do pary oddaje głos na Leonette (:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Zacznijmy od tego, że rozdziały pojawiają się coraz rzadziej... Przepraszam, ale i komentarzy ubywa, pod trzecim: 15, pod czwartym: 3..
A więc chciałam się was spytać, co wam się nie podoba, może sposób pisania, a może częstotliwość dodawania postów?
Być może to też wakacje, bo sama nie przesiaduje ich tylko i wyłącznie na kompie... Jeżeli jednak coś wam się nie podoba, napiszcie, bo chciałbym poznać, wasze obiektywne zdanie, bo nie wszystko jest idealne, wolę takie stokroć, niżeli słodkie opinki...

Po drugie miałam dziś koszmarny dzień, ale to ni ważne...
Chciałam się jeszcze spytać czy ktoś nie potrzebowałby admi\ redaktoroki na blog informacyjnego? Chętnie popisałabym sobie posty, ale zakładanie bloga nowego byłoby bezsensu...

To by było na tyle, aczkolwiek chciałam podziękować trzem osobą, któe pozostawiły komy pod ostatnim rozdzialikiem, w dodatku nie o treści "super", "cudne" itp... Może anonimek przesadził z tym talentem, ale było to bardzo miłe.

Koniec.. posta
Jutro postaram się o rozdział.
Paaaaaaaaaaaa....

Oliwia....

Ps. Przepraszam, za brak zdjęć, ale pinger mi się dziś zbuntował..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

Być może spacer do stacji i z powrotem nie był wymarzonym spotkaniem z dziewczyną na której.. zależało Diego, ale lepsze było usłyszeć jej melodyjny głos, poczuć zapach jej delikatnych perfum i usłyszeć słodki śmiech, niżeli w ogóle jej nie spotkać. Dzień nie był rewelacyjny, ale taks samo nie zaliczał się do okropnych. Chłopak wróciwszy do przestronnego mieszkania jedyne na co miał siłę i ochotę to było zrobienia dwóch kanapek, cienko posmarowanym masłem i plastrem szybki oraz sera. Hiszpan opadł niezgrabnym, szybkim ruchem na skórzaną sofę, chwycił pilot i przełączył na wieczorne wiadomości. Był roztargniony, w każdym znczeniu tego słowa, wszystko, co brał do ręki, albo natychmiast znajdowała się na podłodze, albo stawiał nie na sowim miejscy. Nic dziwnego, że herbata smakowała jak przesolona zupa. Jego myśli, a wraz z nimi cały on skupiony była na jednym imieniu- Francesca, jej uśmiechnięta twarz, okalające ją czarne włosy do ramion i naturalnie zaróżowione policzki. Z każdą kolejną myślą przechodziły go przyjemne ciarki, w środku czuł nieokreślone ciepło, a w brzuchu, potocznie zwane „motylki”... Jeszcze nigdy nie doświadczył takiego bądź podobnego uczucia, nie miał pojęcia nawet jak je określić, utwierdził się w do przekonaniu, choć trudno było mu się do tego przyznać zakochał się, było to coś silniejszego niż czuł kiedykolwiek… Nie potrafiła nad tym w jakikolwiek sposób zapanować, a już na pewno zwalczyć. Ale co kiedy druga połówka nigdy cię nie zapamięta zupełnie, jak za dotknięcia czarodziejskiej różdżki szalonego czarnoksiężnika, który nie łaknie niczego prócz nieszczęścia innych. Jedynym pomysłem było wyjść naprzeciw losowi i mieć u boku przeznaczoną sobie osobę…..
Dziś był 24 czerwca 2014 roku, a dokładniej rzec biorąc poniedziałek, jeżeli wierzyć kalendarzowi w rogu ciekłokrystalicznej tarczy zegara. Miejsce wczorajszego oślepiającego, gorącego słońca, zajęło przytłumione światło pochmurnego poranka. A gdzie był Diego? Otóż siedział ze związanymi rękami i nogami oraz zaklejonymi ustami na bagażniku wiekowej furgonetki. Za każdym zamknięciem drzwiczek, na drogę spadały kawałki rdzy, ale tylko taka była na zbyciu. Chłopak grał rolę ofiary, a stary kolega -porywacza. Musiało to wyglądać komicznie, w dodatku chyba nikt nie opatentował takiego pomysłu na podryw. Ową drogą o tej godzinie nie jechał nikt, z wyjątkiem Włoszki, którą oboje wyczekiwali. Hiszpan nie pomylił się w swojej rachubie, po 10 minutach tuż obok starej furgonety zatrzymał się osobowy samochód, wysiadła z niego jak przewidywał, Francesca.
-Yyy co ci się stało?- popatrzyła ze zdziwieniem na zakneblowanego chłopaka.
-Widzisz… ktoś mnie napadł, a teraz ucieka..- oboje skierowali wzrok na zwiewającego, jednocześnie odgrywającego swoją rolę Roberto. Jednak czarnowłosa zareagowała inaczej, niżeli wyobrażał to sobie zakochany. Chwyciła za gaśnicę, która w razie wypadku znalazła swoje miejsce w bagażniku, zaczęła gonić kumpla rzekomej „ofiary”. Hiszpan nie wierzył własnym oczom, dziewczęca i przemiła Fran dogoniła Argentyńczyka i kilka razy uderzyła gaśnicą. Wyglądało to dosyć boleśnie, a raczej tylko na siniakach się skończy.
-Ałć…- zaśmiał się z Diego i z pożałowaniem w oczach patrzył na toczoną się akcje, w dosyć niewygodnej pozycji. Jednak nie mógł narzekać, biorą pod uwagę całego poobijanego Roberto.
-Myślę, że dostał nauczkę…- podeszła, jednocześnie oswobadzając Diego z luźno, acz mocno zawianych lin.
-Chyba tak.- zaśmiał się.- Dzięki za pomoc, za w zamian zabiorę cię na śniadanie.
-Ok, to w pobliżu jest mała kawiarenka i tam zazwyczaj jem, więc…- słodko się uśmiechnęła. Tak minął kolejny dzień, oboje poznali się od nowa, a chłopak miał nadzieję, że kolejnego dnia pójdzie mu równie dobrze. Jego przeczucia nie były wątpliwe, dni mijały, a wraz z nimi kolejne próby rozkochania w sobie Fran, poczynając od ładowania akumulatora, skończywszy na poszukiwaniu autostopu. Z każdą, kolejną próbą szło mu coraz lepiej, aczkolwiek oczekiwał czegoś więcej, nie chciał, aby jego życie polegało na przelotnej, jednodniowej znajomości. Oczekiwał czegoś w zamian. ale wiedział, że niczego podobnego nie otrzyma. Za bardzo jednak kochał Włoszkę, aby o niej zwyczajnie zapomnieć…
-----------------------------------------------------------
Króciutki, ale i masakryczny, wgl nie wiedziałam jak to napisać. przepraszam, jeżeli was zanudziłam i podziwiam tych którzy dotarli do końca tego badziewnego rozdziału. XD
Podsumowując nie wyszedł mi, no ale trudno…. Kolejny postaram się ulepszyć.
Oczywiście pytanka/ Kto zgadnie *>*?
Co tym razem wymyśli Diego?
Czy Diego odpuści sobie ciągłe próby zapoznania Fran?
Co zrobi Włoszka kiedy dowie się prawdy?
???

Oliwiaaa ♥
  • awatar Gwiazdy Disneya :*: Na pewno się nie podda :) Nie <3 Będzie zdruzgotana ?? <3 Boskie <3 Kocham ♥
  • awatar Violetta < 33: Kochana przeczytałam to jeszce raz,bo jest boskie! < 33 Hm... Diego się nie podda i spróbuje ją bardziej poznać. Nie odpóści! Bądzie sie coraz bardziej w niej zakochiwał. Włoszka ? Załamie się?? Nie wiem serio!Tak myślę,albo bym chciała,zeby tak się stało XD
  • awatar Aprendí a Decir Adiós ♥: Boskie, Ty masz taki talent, trzymasz w napięciu, nie da się nie wytrwać do końca :* Może w końcu powie jej prawdę? Nie!!! Będzie bardzo smutna, że cały czas ja wszyscy okłamywali, ale pewnie na drugi dzień i tak nie będzie tego pamietała :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

-Tato?- zapytała wchodząc do domu Fancesca. Rzuciła torebkę na zamszową sofę stojącej w centrum salonu. Nie zastanawiając się wbiegła do kuchni, podekscytowana rzekomymi „urodzinami” jej mamy Prezent leżał już gotowy do wręczenie go jubilatce, został nienagannie zapakowany w biały papier przeplatany czarnymi, falistymi wzorami, wszystko zostało związane czerwoną kokardą, która przełamała czarno-biały wzór. Na stole natomiast stał tort czekoladowy z wielkim lukrowym napisem „Wszystkiego najlepszego, Sofia !”. Jednym słowem, całość została wzorowo przygotowana.
-Francesca, już wróciłaś…- ojciec spojrzał przelotnie na córkę, jednocześnie wbijając świeczki w czekoladową polewę. Obok stał brat dziewczyny- Luca. Sztucznie uśmiechnął się do siostry, w końcu nie bardzo miał ochotę na codzienne obchodzenie urodzin, a tym bardziej ich przygotowywania. To mu najgorzej wychodziło nie powiedzieć niczego dziewczynie, nieraz kierowała nim złość, ale trzeba przyznać, że miał dosyć długi język, na tyle długi, że rzadko kiedy zdarzyło się, by ktoś zdecydował się wyjawić mu choć najmniejszą i najmniej istotną tajemnicę. Przechodząc do dzisiejszego dnia, a tak naprawdę nie dzisiejszego, cała trójka usłyszała przekręcany kluczyk w drzwiach, najbardziej i prawdziwie podekscytowana była Fran. Sofia musiała udać zaskoczoną, choć dobrze wiedziała co czeka ją za drzwiami. Okrzyk „Niespodzianka”, życzenia , prezent i tort, może dla niektórych byłaby to nie lada przyjemność. Ale nie oszukujmy się, codzienne świętowana od 2 lat, przy tym bez możliwości obchodzenia innych świąt, takich jak Boże Narodzenia? Nie wyglądało to za kolorowo, ale liczyło się dobro Fran… Tak przynajmniej wszyscy tłumaczyli swoje zachowanie.
-Niespodzianka!- „przepowiednia” Sofii sprawdziła się, wszyscy składali jej życzenia, a właściwie tak naprawdę tylko Fran.- Co to może być?
Udawała, że nie ma pojęcia co zapakowane jako prezent. W rzeczywistości miała o tym pojęcie. W środku była płyta z filmem przygodowym, ulubionym prze mamę Włoszki. Wypowiedziała lekko sztuczne „ooo”, poczym podziękowała za tak „oryginalny” prezent.
-Może wspólnie go obejrzymy?- zaproponowała Francesca, Luca przewrócił oczami, natomiast Sebastian szturchnął lekko syna i spojrzał porozumiewawczo. -Jasne…
Po około 10 minutach cała czwórka siedziała już przed telewizorem oglądając, jak zresztą codziennie film. Każdy domownik znał kwestię aktorów, słowo po słowie, kropka po kropce, no może z wyjątkiem Fran, ale to raczej oczywiste. Po mało ekscytującym seansie, najmłodsza z rodziny ‘Resto’ poszła już spać, pomimo wczesnej pory zmęczenie dawało się we znaki i było nie uniknione, po dziwacznej kłótni w barze… Francesca przez cały dzień próbowała o niej myśleć, po prostu zapomnieć, ale czemu sylwetka chłopaka, o głębokich brązowawych oczach i błyskotliwym śmiechu nadal tkwiła jej w głowie.? Może wcale nie łaknęła tego zapomnieć? Jednak zatarło się to w je pomięci szybciej niż wydaje się czarnowłosej....
Jeżeli ktokolwiek myśli, że teraz rodzina może tych kilka godzin w spokoju spędzić w zaciszu domowym, oglądając telewizje, czytając gazetę, czy korzystając z jakiekolwiek dostępnych rozrywek, jakże się myli! Pomyślcie, co by się stało gdyby Francesca obudziła się, nic nie jest przygotowane, a ma pewność, że zrobiła to dokładnie dzień wcześniej. W związku z tym, rodzice i Luca muszą przygotować: tort, prezent, dogłębnie każda rzecz musi być idealnie na swym miejscu. Tak wygląda dzień Sebastiana, Sofii, Lucy i Fran, nikt jednak nie narzekał, nie przyniosłoby to żadnych skutków, najzwyczajniej kochali córkę i choć ich życie nieumyślnie sprawiła nudnym i prozaicznym, poświęcili dla niej wszystko…
Pierwsze promienie porannego słońca wylewały się leniwie do pokoju Diego. Z trudem otworzył powieki i przeciągle ziewnął, przez dłuższą część nocy słuchał muzyki, próbując zmrużyć oczy, lecz z każdym godziną przynosiło to coraz gorszy efekt, a w zasadzie nic. Jego myśli skupione były na… Francesce. Miał o niej zapomnieć, ale z każdą próbą miał przed oczami Francesce, jakże piękną, dziewczęcą i uroczą. Jej piękny, promienny uśmiech, duże brązowe oczy spod wachlarzem czarnych rzęs, które dodawały dziewczęcości Włoszce. Może jej cera nie była tak nieskazitelna, rzęsy tak długie, a usta tak wydatne, wcale nie ukrywała tego pod grubą warstwą makijażu, była sobą i to najbardziej przykuło uwagę chłopaka. Jego wcześniejsze partnerki było tylko stać na upiciu się na byle jakiej imprezie i pójściu z kimkolwiek do łóżka. Ale nie mógł je winić… nie odznaczał się czymś więcej od nich.
Poznania ojca, co w nim ruszyło, zmieniło, ale to już całkiem inna bajka.
Za dzisiejszy cel chłopak obrał sobie złożenie papierów na studia, była to dobra odskocznia od myślenia o Fran, a przy tym mógł załatwić kilka kluczowych spraw. Składał papiery na 3 uczelnie, ale w tym 6 kierunków, była między nimi dość dużo rozbieżność, pierwszo priorytetowym była najlepsza uczelnia w Argentynie aktorsko-muzyczna, w końcu to zawsze było jego marzeniem, kolejnymi były podobne tematy, w ostateczności mógł studiować psychologie, ale nie do końca chciał aby była to „jego” praca w przyszłości. Przeglądając szafę, długo nie zastanawiał się nad wyborem stroju, obrał sobie niebieski T-shirt, czarne jeansy, trampki i cienką zamszową marynarkę, dziś było wyjątkowo zimno. Złożenie kandydatur było dosyć czasochłonne, ostatecznie wyrobił się ok. 13.00. W zasadzie nie miał, co robić, żadnych planów, był skazany na cały dzień przed telewizorem i „przepyszny” obiad, w postaci zupki błyskawicznej. Może nie była to najzdrowsza droga, jaką mógł wybrać, ale nie miał siły na robienie ogromnych posiłków. Postanowił, wykorzystać pozostały czas na kilkanaście minut spaceru. Krążył po uliczkach Buenos Aires, przekraczał kolejne przecznice, W jednej z nich zauważył stojący samochód a przy nim dziewczyna, ubrana w niebieską sukienkę, po pierwszym rzucie oka zdołał ocenić, iż była to Fran.
-Dlaczego? Dlaczego kiedy próbuje kogoś unikać, los robi wszystko, żeby wystawić mnie na próbę?- zaśmiał się, po czym podszedł do bezradnej czarnowłosej. Nie miał nic do stracenia, uśmiechnął się zawadiacko.- Pomóc?
-Nie sama sobie poradzę..- jedną z tych gorszych cech dziewczyny było przekonanie, że sama sobie poradzi, choć nie było to prawdą.-… A w zasadzie chyba jednak potrzebuję pomocy.
-Hm… chyba nie zauważyłaś rzeczy oczywistej, otóż nie masz paliwa księżniczko.
-Po pierwsze, ja nigdy o niczym nie zapominam i był to przypadek, po drugie nawet cię nei znam, wiec co ty z tą „księżniczką”?- przewróciła oczami.
-Ok, spokojnie. Z tego co pamiętam tu w pobliżu jest stacja benzynowa…- powiedział szybko.
-No tak, jak słyszę po akcencie nie jesteś stąd i nie masz nic do roboty, a sam baku nie dociągnę, aż tutaj…- tym razem i ona się uśmiechnęła. I spojrzała w kierunku Hiszpana prosząco.
-Ok, chodźmy ślicznotka…
-Mówiłam, żebyś tak do mnie nie mówił!- po chwili oboje wybuchli śmiechem…
------------------------------------------
Wiem nudny. : p Sorki, kolejny będzie nieco ciekawszy. : )) Mam nadzieję, że też się zbierze kilka komów i przy okazji zastosuję technikę Darii z "pytaniami" : D.
Czy Diego nadal będzie chciał zapomnieć o Fran, uda mu się to?
Co wydarzy się gdy dziewczyna będzie jechać samochodem? (coś śmiesznego : p)
Czy chłopak naprawdę zakochał się we Włoszce?


σℓιωια
 

 
Przepraszam, ale rozdziału nie było wczoraj... Miałam wczoraj ważną sprawę, a więc nie wyrobiłam się. Przepraszam Natalie, której coś obiecałam, ale nie miałam czasu, dzisiaj obiecuję, że powinno być gotowe. : ))
Przejdźmy do drugiej sprawy, a więc chciałabym na tym samym blogu pisać także inne opowiadania, dotyczące Fedemili, choć mam już wymyśloną fabułę, to nie wiem, czy będzie one pasować do nich, więc chciałam spytać was oto o kim chcielibyście te opowiadanie, na starcie wykluczam Diecesce, gdyż nie chcę pisać tylko, a więc napiszcie numerek pary, tylko nie, że "o kim lepiej mi pisać". : p

Dla odróżnienia, jak widzicie podczas czytania jest coś w postaci nagłówka, a więc Diecesca będzie miała taki+ po boku dodane zdjęcia.
A druga para nieco inne także z ich zdjęciem. Pewnie mało z tego zrozumieliście, ale zobaczycie jak wyjdzie w praniu. : p

I ostatnia już sprawa to ostatnio zaczęłam czytać kilka naprawdę świetnych blogów z opkami. Więc jak macie chwilkę czasu i chęci to zapraszam na opowiadania:
http://badboys4.pinger.pl/
http://rescatamicorazon.pinger.pl/
http://diecesca2.pinger.pl/
http://desparecio.pinger.pl/
http://storyofran.pinger.pl/
http://leonettaa.opka.pinger.pl/
(jak kogoś pominęło to przepraszam : p)

I żeby nie było nudno macie tu dłuuuugą nutkę, bo prawie 30 minutową (to cała płyta z Pitch Perfect). Ostatnio w kółko tego słucham:

Ok, chciałam jeszcze podziękować za tyle komów pod ostatnim rozdziałem. ♥♥♥

σℓιωια
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Diego był w drodze do małej kawiarenki. W ręku trzymał związane razem róże o herbacianym kolorze, bogate przyozdobione we wstęgę i kilka drobniejszych dodatków. Postanowiła dać je Fran, bo tak chyba wypada, a może dlatego, że….. się zauroczył? Nie potrafili tego określić, z wielu względów, jednak największy wpływ miało to, że w zasadzie wiele dziewczyn stało już u jego boku, jednak on… nigdy w żadnej się nie zakochał. Z resztą był rozpieszczonym nastolatkiem o wybujałej wyobraźni i nie był w stanie poczuć coś do którejkolwiek…. a może to nie jego wina? Może nie spotkał tej jedynej?
Ostatnimi czasy chłopak wszystko skrupulatnie rozważała, zaczęło się od kwiatów, a skończyło się na miłości. Co się z nim dzieje? No właśnie, musi już składać papiery do uczelni, w końcu powinien zrobić to jeszcze przed wakacjami. Rok „odpoczynku” od nauki, dobrze zrobił. Pod pozorami, zmienił się w kogoś bardziej dojrzałego i odpowiedzialnego. To dobrze… chyba.
Uchylił drzwi baru, poczym po cichu je zamknął, aby zaskoczyć Włoszkę, która siedziała przy stole. Czytała dokładnie tą samą książkę, co wczoraj i jadał także to samo….
-Francesco?- stanął za nią z uśmiechem. Odwróciła się. Spojrzała na chłopaka niepewnym i przenikliwym spojrzeniem.
-Chyba mnie pan z kimś pomylił.
-Jak to? To ja Diego, przecież wczoraj jedliśmy wspólnie śniadaniem. Nie pamiętasz?
- Yyy… nie, ja przepraszam. To pomyłka.- czarnowłosa natychmiast chwyciła książkę, schowała ją do torebki i szybko wstała. Kiedy miała już chwycić za drewnianą klamkę, która swoją drogą ledwo „wisiała” na tych niedokręconych śrubach, Hiszpan lekko złapał ją za rękę..
-Poczekaj! Nie możesz mnie nie pamiętać…- spojrzał na nią błagalnie. Próbowała,… próbowała, sobie przypomnieć, lecz było to na nic. Była niezwykle pewna, że nigdy w życiu go nie widziała.
-Zostaw mnie! Puszczaj!- zaczęła udrzeć go torebkę i wyrywać się z jego uścisku. Kiedy miał puścić bez radnie jej dłoń. Z kuchni wyszła kelnerka, chłopak przypomniał sobie, że przecież to ta, która wczoraj z nią rozmawiała. W takim razie musiała ją znać i wiedzieć o co tu właściwie chodzi.
-Już idę skarbie!- krzyknęła ok. 47 letnia kelnerka i kucharka i z odsieczą przybiegła na pomoc” Francesce.- Co tu się dzieję?
Zerknęła najpierw na dziewczynę, a potem na Diego. Francesca bez słowa powędrowała w kierunku drzwi, przed czym pożegnała… Lucy machnięciem ręki. Tak wyczytał z plakietki przyczepionej do fartucha starszej kobiety.
-Weź chociaż kwiaty!- popatrzył błagalnym wzrokiem w kierunku opuszczającej lokal Fran. Ta jednak usłyszawszy jego słowa, krzyknęła tylko ‘Nie’, poczym trzasnęła drzwiami i odjechała samochodem zaparkowanym na zewnątrz..
-O co jej chodzi? Zrobiłem coś nie tak?- skierował wzrok na, jakby nie zaskoczonej niczym kelnerkę.
-Ja…Nie twoja sprawa!- burknęła i wyprosiła, oczywiście ładniej mówiąc chłopaka. Oszołomiony stał przed szklanymi drzwiami z drewnianą futryną. Nie wiedział, co zrobić. Przecież to na pewno była Fran, jej głos, uśmiech, książka, opaska.
-O co tu do cholery chodzi?- zapytał się sam siebie. Musiał cos zrobić, pozostało tylko co? To wszystko wydawało się całkowicie niejasne, dziwne. A może Fran celowo udawała, ze go nie zna?
Miał mętlik w głowie, czy to ona nie miała ochoty go widzieć, czy to zamieszanie ma drugie dno? Pozostało jedno wyjście, postanowił jeszcze raz ubłagać, tą panią Lucy o jakieś wytłumaczenie, dobrze wiedziała, co tu się dzieje. Było to widać na pierwszy rzut oka. Wszedłszy do lokalu, oczy kelnerki odruchowo skierowały się w jego stronę:
-Czego tu znowu chcesz?
-Pani musi coś wiedzieć, zależy mi ma Francesce…
-Znasz ją dopiero jeden dzień!- przewróciła oczami.
-Ale ja, ją kocham.- powiedział, nie była to prawda, jeszcze jej w pełni nie pokochał. W końcu nic o niej nie wie, a może…
-No dobrze, chodź…- uległa. Popchnęła go w kierunku zaplecza..- No więc, jak tu powiedzieć… Trochę mniej, niż dwa lata temu, a dokładnie 1 lipca 2012 roku Francesca miała wypadek. Wydarzyło się to w urodziny jej matki, otóż jechała po tort, właśnie dla niej, prowadził jej ojciec. Ale nie.. to nie jego wina, prowadził rozważnie, niestety kierowca z nad przeciwka był mniej uważny, a poza tym nietrzeźwy. Niestety wydarzył się wypadek, nikt prócz złamanej ręki Sebastiana (ojciec Fran) nie poniósł strat. Jedynie ta biedna dziewczyna ucierpiała. Jej mózg został uszkodzony, gdzieś w części odpowiedzialnej za zapamiętywanie. Umysł dziewczyny nie rejestruje żadnych wspomnień. Każdego ranka budzi się w przekonaniu, ze są urodziny matki i robi dokładnie to samo, codziennie od 2 lat. Pamięta tylko te rzeczy, miejsca i osoby, które poznała przed wypadkiem. Zasypiając, jej mózg, tak jak komputer resetuje się… Wiem to wszystko, gdyż jestem najlepszą przyjaciółką mamy Francesco, ja i mój mąż jesteśmy dla niej tak jakby wujkiem i ciocią - z bólem na sercu wytłumaczyła dokładnie Lucy. Diego popatrzył na nią z niedowierzaniem. Nigdy nie słyszał o takiej chorobie, wprost zamarł.
-Przecież.. ona nie może cieszyć się życiem, a wy.. udajecie, że jest tak jak ona myśli?
-Tak, nie ma sensu mówić jej prawdy, bo i tak nie pamiętałaby kolejnego dnia. Chłopcze, dobrze ci radzę, zapomnij o niej, nie przychodź tu, najlepiej staraj się jej cały czas unikać..- powiedziała szybko i z przekonaniem.
-Ale nie mogę…- był zmieszany, nie wiedział co powiedzieć, właściwie ledwo wydusił coś z siebie.
-Idź już, pamiętaj o mojej prośbie.- Diego nie protestował, wyszedł, wsiadł do samochodu. Oparł głowę o kierownice. W zasadzie nie wiedział dlaczego się martwił, w końcu ledwo znał Włoszkę, jednak cholernie się o nią martwił, pierwszy raz w życiu zależało mu na jakieś dziewczynie… Tylko dlaczego to musiała być akurat ona?
---------------------------------------
ok, 3 komentarze. Lepsze to niż nic, lecz szczerze powiedziawszy myślałam, że będą chociaż ze 4. No, ale ni ma się co poddawać : p
Rozdział, taki sb, choć nie jest jakiś fatalny. heh Ok, być mżę 3 będzie dziś wieczorem. : d
No to czekam na kilka komów. ; ))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Ostatnio mam trochę czasu i chętnie poczytałabym "dzieła" innych pingerowiczów... Do czego dążę? A więc, jeżeli czytacie lub posiadacie blogi z jakimiś ciekawymi opowiadaniami o Violettcie to zostawcie linka pod tym postem. Z góry dzięki. ☻
Przy okazji zapraszam was na 1 rozdział. (post niżej)

σℓιωια
 

 

Słoneczne Buenos Aires tętniło życiem. Miasto kąpało się w oślepiająco pomarańczowo-żółtych promieniach słońca, które kłaniało się ku wschodowi. Dawało przy tym piękny i szczególnie błękitny kolor niebu. Ale co z tego, kiedy nie możesz cieszyć się teraźniejszością, masz możliwość życia jedynie wspomnieniami. Mijają dni, tygodnie, miesiące i lata, a ty nadal trwasz w przekonani, że jest 1 lipca 2012 roku…
Tego dnia, a mianowicie 20 czerwca 2014 o godzinie 8:30 ląduje samolot. Był na pozór zwykły, lekko zdrapana i wyblakła farba pokrywała wierzch, równoległe względem siebie skrzydła praktycznie dotykały już ziemi, koła zostały przygotowane do gładkiego lądowania, jeszcze tylko ostatni ruch pilota i wylądował. Zrobił to niezwykle cicho i dokładnie, towarzyszył temu jedynie mały wstrząs poprzedzony sygnałem z wieży kontrolnej. Samolot wykonując kilka prostych objazdów, zatrzymał się na wyznaczonym miejscu. Drzwi lekko się uchyliły, wielki tłum ludzi przepychał się na rozkładanych schodach, wszystkim się gdzieś spieszyło, nawet staruszka nie uzyskała pomocy ze strony „taranujących” ją ludzi. Jako ostatni, spokojnie wyszedł chłopak , wysoki, czarujący brunet, odziany w bordowa bluzkę w serek, przylegający jeansy i przewieszoną przez ramię ciemną bluzę. Jednym, szybkim ruchem założył czarne okulary, a zawadiacki uśmiech nie schodzi z twarzy chłopaka. A właściwie mężczyzny, w końcu miał już 19 lat. Na imię mu Diego, pochodzi z Hiszpanii, nie mniej gorącej i tętniącej życiem. Skończył liceum, przyjechał tu za nową przygodą, ale i poszukaniem odpowiednich studiów, nie miął planów, jedynie zapewniono mu nocleg w domu rodziców i kilka pieniędzy na koncie. Mógł liczyć na wsparcie ojca i matki, ale wolał zdać się wyłącznie na siebie, nie był już nieodpowiedzialnym szesnastolatkiem, żyjącym we własnym, beztroskim świecie, który składała się z prozaicznych czynności i nieodłącznym poleganiu na innych. W między czasie odebrał walizkę przepełnioną najpotrzebniejszymi rzeczami. Wychodząc z lotniska, telefonicznie zamówił taksówkę, która na miejscu miała być już za dziesięć minut, sam nie znała okolicy, w końcu był tu tylko raz mając zaledwie 5 lat i niewiele pamiętał z wycieczki. Jedyne co zapadło mu w głowie to skręcony nadgarstek, który był skutkiem dziecinnych zabaw. Usiadł na zimnej, metalowej ławce i w między czasie upewnił się czy wszystko ma, wyliczając kolejne przedmioty. Taksówka podjechała dosłownie pod same wejście lotniska, nie przejmując się, czy ktoś ma akurat miejsca do „przejścia”. Diego wsiadł do samochodu jednocześnie upychając srebrną walizkę na siedzenie obok.
-Dzień dobry, gdzie jedziemy?- spytał ochrypłym głosem kierowca. Był już lekko łysawy, a na jego twarzy gdzieniegdzie widniały zmarszczki, wiek można by sugerować na ok. 45 lat..
-Hm… Na Aleje 9 lipca.- szepnął, czytając z karteczki włożonej w tylną kieszeń dżinsów. Cichu pomruk silnika poprzedził nagłe wyjechanie z parkingu. Hiszpan włożył w uszy słuchawki, leciała jego ulubiona piosenka, rozległy się pierwsze takty muzyki, a niewiele później znaleźli się przed apartamentowcem. Diego pożegnał taksówkarza obojętnym „do widzenia”, przed czym wręczył mu pieniądze. Nie zapłacił dużo, zważywszy na krótką odległość między wynajmowanym mieszkaniem, a lotniskiem. Zdążył nieco się rozpakować , dom był niczego sobie, jednakże nie przypominał domowego zaułka, w którym godziny miałaby spędzać cała rodzina. Kanapy i fotele pokryte czarną skórą, na tle srebrnych ścian, a całość ozdabiałby nowoczesne zegary, obrazy i inne możliwe dodatki. Chłopakowi wygląd był obojętny, wystarczyły mu podstawowe „funkcje’ mieszkalne, takie jak łazienka, lóżko, czy lodówka. Włożył kilka peso do kieszeni i w zamiarze zjedzenia śniadania udał się do pobliskiego baru. Nie posiadał on bogatej karty, ale kanapka, naleśniki i kawa w zupełności wystarczyły. Podniósł wzrok i rozglądał się dookoła, jego wzrok przykuła dziewczyna siedząca naprzeciwko, tylko trzy stoły dalej. Miała nieskazitelną, opaloną cerę, na której gościł ubogi makijaż, hebanowe włosy zdobiła czerwona opaska z kokardą, która dodawała uroku szczupłej twarzy. Dziewczyna pochłonięta była książką była to jedna z wielkich dzieł, czytanych na całym świecie, Harlena Cobena. Nie odrywała wzroku od poszarzałych kartek, zapisanych kruczym druczkiem. Raz, po raz brała kęsy gofra, popijając go ciepłym napojem. Diego siedział bez ruchu, z ukrycia spoglądając brunatnymi oczami na śliczną dziewczynę. Miała na imię „Francesca”, tak przynajmniej usłyszał od kelnerki, która najwidoczniej ją bardzo dobrze znała. Kiedy zostało podane mu jego śniadanie, postanowił „zagadać”. Odkąd sięga pamięcią zawsze był niezwykle odważny, zawsze to on wychodził z inicjatywą. Tak było i tym razem. Usiadł naprzeciwko Francesci, czarnowłosa natychmiast wyłoniła się spod ciemnej okładki , poprawiła zalotnie włosy i spojrzała w kierunku nieznajomego chłopaka. Jej zdaniem wydawała się miły…
-Ym.. cześć.- szepnęła. Chłopak dopiero teraz zdołała ujrzeć jej piękny, uśmiech, nieskazitelnie białe zęby i piękne, głębokie, ciemne oczy, które skierowane były.. w jego stronę.
-Hej, siedziałem tam w rogu, ale pomyślałem, że jak taka piękna dziewczyna może siedzieć sama.- uśmiechnął się. Dziewczyn lekko się speszyła, ale cieszył ją komplement z jego strony. Tak oboje miło spędzili przedpołudnie. Każdy z nich dowiedział się kilku rzeczy o sobie, przy tym nieźle czując się w swoim towarzystwie. Obyło się bez zbędnych krępacji i zawstydzeń, które zazwyczaj towarzyszą przy pierwszych spotkaniach. Umówili się na kolejny poranek, jednak to co się stało nazajutrz całkowicie zaskoczyło i można by powiedzieć „przeraziło” Diego…
------------------------------------------------------
Za wszelkie błędy przepraszam, ale nie zdążyłam dokonać korekty... Trochę nudnawy, ale jak to zawsze pierwsze rozdziały są czymś w rodzaju "zapoznania". Liczę na kilka komentarzy i postaram się jutro zamieścić kolejny rozdział. )
σℓιωια
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
A więc dzisiejszy dzień wykorzystałam na zrobienie "zwiastunu" opowiadań, które znajdą się na tym blogu. (Przy okazji jakby ktoś cuś takiego chciał, bym mu zrobiła pisać na priv ) Nie owijając w bawełnę oto on:

Może was zdziwić, że parą przewodnią jest Diecesca. Wiem, że większe grono osób woli Leona, ale myślę, że nie ma tu znaczenia zbieżność imion, gdyż postacie są całkowicie inne, to samo historia. Np. ja czytam bloga o Leonettcie, ale fanką jestem Dieletty. Także mam nadzieję, żę nie wpłynie to na ilość czytelników, zawsze możecie tam sb wyobrazić Leona.
Wiem, że zwiastun jest bardzo tajemniczy, ale taki był zamierzony efekt. Co się stało Fran przekonacie się w pierwszym rozdziale, który pojawi się jutro.
Mam nadzieję, że znajdzie się kilku czytelników i spodoba wam się zwiastun, na którym trochę posiedziałam. (Przepraszam, za te napisy na środku, ale mam testową wersje programu). Dziękuje przy okazji za miłe powitanie.
Btw. Jak zauważyliście mam nowy, śliczny wygląd bloga i serdecznie dziękuję za niego bardzo miłej osóbce, właścicielce bloga: http://lola2360.pinger.pl/ ....
To chyba na tyle, zapraszam na powyższy zwiastun i na jutrzejszy, pierwszy rozdział.

σℓιωια
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Może wam się wydać, że to kolejny blog o "Violettcie", które swoją drogą są świetne. Macie racje. Jednak blog poświęcony będzie opowiadaniom inspirowanym serialem.
Nie mam pierwszy raz styczności z blogowaniem i pingerem, otóż możecie mnie kojarzyć z bloga tiniverdas.pinger.pl. Miał prawie rok i jak dla mnie osiągnął sukces, jeżeli nim można nazwać ponad 20 tys. wyświetleń, bynajmniej dla mnie był to powód do uśmiechu. Usunęłam go i był to błąd. Nie będę tu się rozpisywać dlaczego to zrobiłam, ale po prostu już znudziło mnie szukanie informacji.....
Przejdźmy jednak do teraźniejszości i tego bloga. : Opowiadania skupią się na Francesce i... niech to zostanie tajemnicą. Co mogę dodać? Mam nadzieję, że się spodobają. Chciałabym jeszcze podziękować Eli (na pewno wszyscy wiedzą kto to) za wsparcie.
Ostatnio słyszałam, że na pingerze są jakieś akcje, że kradniecie sobie blogi, kopiujecie wyglądy, czy kłócicie... Po co tracić czas? Są wakacje....
No dobrze jeszcze jakby ktoś był skłonny do pomocy i chciałabym mi pomóc z kodami css i ogólną estetyką bloga (przyznaje się przez te dwa miesiące całkowicie zapomniałam jak to się robi).
Ja się biorę za "zwiastun", trochę wam pokomentuje i ogarnę pingera.

σℓιωια

Jakbyście mieli jakieś pytanie, czy coś w tym stylu to zapraszam tutaj : http://ask.fm/PoloniaVilu